Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2016

Z cyklu zrób to sam- zimowy klimat


Za moimi oknami o dziwo dziś świeci słońce.
Słońce zawsze wychodzi "po burzy"...  
Jest mroźnie, ale już dawno tak ładnie nie było.
Święta były deszczowe, potem hulał Orkan "Barbara",
sztorm na morzu, wiatr gwizdał rozbijając się o szyby okien.

Słońce rozświetla moją buzie, 
Edzia z Abi wygrzewają się w jego promieniach na podłodze 
(chyba myślą, że są kotami).
Rozmarzyłam się  i zatęskniłam za tymi cieplejszymi dniami.

Dla tych co tak jak ja tęsknią z latem,
 zapraszam na retrospekcyjny spacer po Świnoujskim falochronie, 
w poszukiwaniu skarbów- darów morza.

 













Przy tym spacerze, trochę się tych koszy uzbierało...
Chodziliśmy wte i we wte , 
a rybacy zaczepiali nas mówiąc:
-ale mieliście łowy...
 - co zamierzacie z tym zrobić?

Jak to co? Tworzyć.

Ale na razie czas wracać do polskiej zimowej rzeczywistości. 
Tylko gdzie ten śnieg?
Czemu nie przykryje naszych szarych ulic?
No cóż ,chyba będzie trzeba samemu 
taki prawdziwy zimowy klimat zrobić. 

A jak jestem nad morzem i mam tyle jego darów,
 to czemu tego nie wykorzystać ?

Więc pewnego zimowego choć deszczowego poranka...
Zebrałam w jedno miejsce wszystko co wpadło mi do głowy.





Poprosiłam mojego niezawodnego Męża 
(który w tym czasie był pochłonięty innym projektem)
 o użyczenie mięśni :)
I tak w ruch poszła wyrzynarka i szlifierka.

Normalnie sama bym to zrobiła, 
ale z uwagi na małego mieszkańca mojego brzuszka,
raczej nie jest to wskazane.

Pozostało mi projektowanie i wskazywanie paluszkiem co i jak...
No, nie powiem... 
Jakoś tak się nie napracowałam, 
bardziej zmęczyłam się ciągłą bieganiną do toalety na siusiu,
 niż samym projektem.



Założenie było takie, że wykorzystujemy maksymalnie
 to co morze wyrzuciło na brzeg i to najlepiej w pierwotnej formie.
Oczywiście parę rzeczy trzeba było dodać jak np.
 materiał na domki z łaty drewnianej (również z odzysku) i 
daszki z nóżek od pewnych skrzyń (również z odzysku).
Do tego gwoździe "papiaki"
No i na sam koniec dojdzie jeszcze sznurek wędliniarski.

By z drewna usunąć niechciane szkodniki ( w końcu leżało w wilgotnym miejscu)
 mój Luby, musiał spryskać wszystko spray-em owadobójczym i 
owinąć folią spożywczą. Całość wystawiliśmy na balkon.


Po 24 godzinach, odpakowaliśmy wszystko i wywietrzyliśmy.
W ruch poszły farby i zaczęła się prawdziwa zabawa.



Malowałam, malowałam i malowałam, 
a potem mazałam , mazałam i mazałam.
Kleiłam klejem na gorąco kamienie.
A gdy wrócił mój Mąż po pracy , to dołączył się do zabawy.
I zajął się malowaniem morza, które swoją drogą wyszło mu obłędnie.

Po wyschnięciu,  
przetarłam w niektórych miejscach gruboziarnistym papierem ściernym.

I oto w taki sposób doczekaliśmy się prawdziwego, bajkowego, zimowego widoku,
nadmorskiego miasteczka.










 





Co Wy na takie widoki?

Wykonanie i pomysł na taką aranżacje jest całkowicie nasze.
 Jednak jest ktoś, kto nas zainspirował a prace tej osoby chwyciły nas za serce.
Mowa jest tu Kirsty Elson , cudownej artystce, która mieszka i tworzy w Kornwalii.
Zapraszam na jej stronę gdzie możecie zanurzyć się w jej małym- wielkim świecie,
podziwiać cudowne dzieła i poczytać o tym co jest jej źródłem inspiracji. 

 A tym czasem życzymy miłego i jeszcze pełnego ciepła rodzinnego, 
spokoju i radości czasu po świątecznego

C.aro + mały Tadzik z brzuszka 
(który zrobił się już bardzo głodny)

piątek, 29 lipca 2016

Hot & Spice...


Zamykam oczy, kładę dłoń i przejeżdżam nią...
uwielbiam te uczucie ,
wsłuchuję się w moje i jego wnętrze.
Wyobraźnia podpowiada mi co z mogę zrobić.
Przejeżdżam dalej dłonią, w powietrzu unosi się ten 
uwielbiany przeze mnie zapach.
Mimowolnie rozszerzam moje nozdrza.

Mogę grać na nim jak na instrumencie.
Lecz to nie ja dyktuję takt, to wnętrze chce przemówić.

Zamykam oczy i widzę całą  przeszłość,  wszystkie rysy i
najmniejsze nawet uszczerbki.
I właśnie sęk w tym by odnaleźć te sęki, obnażyć je 
 i pod moimi dłońmi upewnić, że dla mnie są szlachetne. 

Wędruję dalej moją ręką wzdłuż słoi , nigdy nie w poprzek.
Ja widzę już wszystkie kolory tęczy, którymi zaraz go ubiorę,
jak lśnią jak się mienią...
a może tym razem,
 pozostawię go takiego nienasyconego kolorami,
samego sobie?

Bo takiego też go uwielbiam...
 Uwielbiam trwać bez końca w  nasza prywatnej rozmowie.

Brzmi jak erotyk?
 hi
Bez obawa...

Bo mowa tu o DREWNIE 


Zamykam oczy, kładę dłoń i przejeżdżam nią  po drewnie...
uwielbiam te uczucie ,
wsłuchuję się w moje i jego wnętrze.
Wyobraźnia podpowiada mi co mogę  z drewnem zrobić.
Przejeżdżam dalej dłonią, w powietrzu unosi się ten 
uwielbiany przeze mnie zapach drewna.
Mimowolnie rozszerzam moje nozdrza.

Mogę grać na nim jak na instrumencie.
Lecz to nie ja dyktuję takt, to wnętrze drewna chce przemówić.

Zamykam oczy i widzę całą  przeszłość drewna,  wszystkie rysy i
najmniejsze nawet uszczerbki.
I właśnie sęk w tym by odnaleźć te sęki, obnażyć je 
 i pod moimi dłońmi upewnić, że dla mnie są szlachetne. 

Wędruję dalej moją ręką wzdłuż  słoi drewna, nigdy nie w poprzek.
Ja widzę już wszystkie kolory tęczy, którymi zaraz go ubiorę,
jak lśnią jak się mienią...
a może tym razem,
 pozostawię go takiego nienasyconego kolorami,
samego sobie?

Bo takiego też go uwielbiam...
 Uwielbiam trwać bez końca w  nasza prywatnej rozmowie.

To teraz gdy już Was uspokoiłam,
 to zapraszam na wysłuchanie dalej 
tej mojej i drewna  długiej rozmowy.


Szablon konika morskiego zrobiony na 3 kartkach A4

Szablon trzeba było oczywiście wyciąć.
Teraz pozostało tylko za pomocą wyrzynarki,
 po kawałeczku zgodnie z szablonem wycinać z drewna po wystawkowego
 (przeznaczonego na śmieci) ,
 odpowiednie kształty.
To raczej rzeźbienie wyrzynarką niż wycinanie.
Czyli to co najbardziej lubię w pracy z drewnem.
 Później tylko szlifowanie...

 Więc pełna pasji i zachwytu szlifowałam każdy kawałeczek drewienka na
 szlifierce taśmowej przymocowanej do  Dziadka Mariana 
(tak pieszczotliwie nazywamy tą tarczową piłę stołową,  która została zbudowana przez Dziadka mojego M.)
i  nie wiedzieć czemu zmniejszyłam obroty , zeszlifowując sobie oprócz drewienka także palec.
Na całe szczęście miałam rękawiczki ochronne ale i tak nieźle mi się oberwało.
Piszę to ku przestrodze, by zapamiętaliście, 
że mniejsze obroty szlifierki równają się większemu tarciu, 
ciężko jest utrzymać drewno w dłoni i łatwo o wypadek.

I jak mi poszło te rzeźbienie?

I tutaj do akcji wkroczył mój M. podając mi swoją pomocną dłoń.
Za pomocą takera i zszywek , dwustronnie  połączyliśmy kawałki drewna z sobą, w jedną całość.


Wcześniej przy etapie "produkcji" ponumerowałam każdy kawałek drewienka.
Tak by się nie pomylić, co i gdzie i jak :)

Jak dla mnie to w takim wydaniu konik morski też był już piękny..
Miałam ogromny dylemat, czy go pomalować czy nie.
A Wy zostalibyście przy tej wersji, czy chwycilibyście za farbki?

                                                                        
Myśmy postanowili jednak nadać konikowi morskiego koloru.
Najpierw było założenie, że będziemy malować pędzlami,
ale przerzuciliśmy się na  fristel i malowaliśmy  palcami oraz wykałaczkami.

Na czym taka metoda malowania  polega?
Na mazaniu, wcieraniu, chlapaniu i rysowaniu wykałaczką ...

Jeszcze kadr na rozgardiasz w trakcie pracy...
Później po wyschnięciu przejechałam całość małą kopytkową szlifierką...
I tadammm co o Tym sądzicie ?
Jak podoba się Wam efekt końcowy?

A kolorystyka może być?

To nie pozostało już nic innego jak pokazać konika morskiego 
w pełnej aranżacji...
Zdradzę jeszcze, że w naszym mieszkanku pojawiła 
się pewna nowa ścianka działowa,
przesuwając kącik jadalniany na wysokość otwartej kuchni.
I właśnie na niej zawisnął konik morski,
by razem z komódką i dodatkami  stworzyć letni klimat.

Dla ciekawskich dopowiem, że poprzez budowę nowej ścianki,
utworzyła nam się pewna wnęka w domu, która ...
no właśnie... już niebawem ujawnię co w niej będzie...

A tymczasem cieszcie oczy...







I co o tym projekcie sądzicie?
Udał się?



Edzia podczas sesji zdjęciowej znudzona zasnęła pod stołem... 
Ale zaspana zdradziła mi , że nie wie o co tyle krzyku,
 bo lepiej by było jakbym na przykład porzucała jej piłeczkę,
 albo chociaż umyła podłogę, bo przecież jak ona ma na niej spać, 
skoro jest na niej tyle piachu...

Tak ten wzrok mówi wszystko...

To ja lecę szybko mojej Edzi porzucać piłeczkę a Wam 
podrzucę jeszcze skrót z procesu Tworzenia.

I jeszcze na koniec oczywiście nutka 

" Znam ten stan, 
Kiedy Ciebie mam, Ciebie mam,
Ja z Tobą się spotykam, spottykam
 Sam na sam, sam na sam"


Pozdrawiam i miłego C.aro