Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NARODZINY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NARODZINY. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

Oh happy Day, oh happy Day...


Zapiski z pamiętnika 

20.07.2016

Siedziałam pełna niepokoju, przy stole,promienie słońca wpadały przez okno
 do mieszkania zwiastując nadchodzący upalny dzień.
To była ciężka noc, nie potrafiłam zmrużyć oka, ciągle się wierciłam, 
gdy tylko udało mi się na chwile przysnąć budziłam się z szumem w głowie i 
kołataniem serca, nerwowo zerkałam na telefon. 
Jeszcze nie, jeszcze nie pora.
Teraz też ukradkiem spoglądałam na wyświetlacz mojej komórki, 
na którym utworzyła się pajęczynka spękań.
No cóż będzie trzeba kupić nowy telefon.
Westchnęłam cicho,  ile to jeszcze potrwa?

Psy wyczuły mój nie pewny stan ducha i zaczęły chodzić 
po mieszkaniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
Wspomnieniami wróciłam do wczorajszego dnia, gdy to wszystko się zaczęło.

Zaledwie wczoraj rano nie potrafiłam sobie poradzić w pracy, bieganina, zły nastrój podopiecznych, wymagania szefowej ,stres i jeszcze raz stres.
Za dużo zadań za mało czasu. 
Komórka z hukiem spadła mi na posadzkę w łazience
Zatroskana Podopieczna  zapytała - Kaput?
-Nein, nein odpowiedziałam, w myślach mówiąc - #Scheiße.
Bieganina, stres, presja czasu...
O 6:30 był to całkiem,całkiem dzień a teraz zaledwie 1,5 h później ...
Pytałam się Boga, co jest zgrane?
I wtedy właśnie zadzwonił mój telefon.

- Julka jest w szpitalu, dostała krwawienia.
Boję się co się dzieje, wystraszyła mnie, że dziecko się nie rusza...
Myślę , że się zaczęło- powiedział Szwagier.

I w tej minucie moje serce zamarło.
Bóg odpowiedział mi na moje pytanie co jest zgrane.
Przecież modliłam się o to przez całą ciążę mojej Siostry.
Modliłam się o to, by gdy tylko zajdzie taka potrzeba  mój Anioł Stróż 
wspomógł Anioła mojej Siostry i jej nienarodzonego Synka.
Modliłam się o to by z prędkością światła leciał na swoich skrzydłach.

Więc poleciał, a mnie pozostało czekać i prosić by nic im się nie stało.
Ze łzami w oczach wykonywałam dalej moją pracę, ale tak to już jest, 
że opiekun nie zawsze jest opiekunem ,
czasem sam potrzebuje opieki i wtedy takie ramiona 70- letniej na co dzień Podopiecznej 
zamieniają się w schronienie i miejsce pocieszenia.

Tym razem to ja po pracy gnałam z prędkością światła na rowerze,
byle do granicy.  Tam zaraz zadzwoniłam do Szwagra.
Uspokoił mnie, z Dzieckiem i moją Siostrą wszystko było w porządku .
Po prostu zaczęło się.

Ile to już minęło od tamtej chwili godzin?
Zaraz zwariuję, trzeba zająć czymś myśli i ręce.
Zaczęłam pisać list do pamiątkowej książki, rodzącego się Juliana.
Wcześniej w sieci znalazłam pewne opowiadanie, które chwyciło mnie za serce,
trzeba było tylko pozmieniać parę szczegółów...

" Pewnego razu było dziecko gotowe, żeby się urodzić; więc któregoś dnia zapytało Boga:
-Mówią, że chcesz mnie jutro posłać na ziemię, ale jak ja mam tam żyć, skoro jestem, takie małe i bezbronne?
-Spomiędzy wielu Aniołów wybiorę dwóch dla Ciebie.
Oni będą na Ciebie czekali i zaopiekują się Tobą. 
- Ale powiedz mi, tu w Niebie nie robiłem nic innego tylko śpiewałem i uśmiechałem się, to mi wystarczyło, by być szczęśliwym?
-Twoi Aniołowie będą Ci śpiewali i będą się także uśmiechali do Ciebie każdego dnia. 
I będziesz czuł ich anielską miłość i będziesz szczęśliwy.
- A jak będę rozumiał, kiedy ludzie będą do mnie mówić, jeśli nie znam języka, którym posługują się ludzie?
-Twoi Aniołowie powiedzą Ci więcej pięknych i słodkich słów niż kiedykolwiek słyszałeś i z wielką cierpliwością i troską będą uczyli Cię mówić.
- A co będę miał zrobić , kiedy będę chciał porozmawiać z Tobą?
-Twoi Aniołowie złożą Twoje ręce i nauczą Cię jak się modlić.
-Słyszałem, że na ziemi są także źli ludzie. Kto mnie ochroni?
-Twoi Aniołowie będą Cię chronić , nawet jeśli mieliby ryzykować własnym życiem.
-Ale będę zawsze smutny, ponieważ nie będę więcej Cię widział.
-Twoi Aniołowie będą wciąż mówili Tobie o Mnie i nauczą Cię , jak do mnie wrócić, chociaż ja i tak będę zawsze najbliżej Ciebie.
W tym czasie w Niebie panował duży spokój, ale już dochodziły głosy z Ziemi i Dziecię w pośpiechu cicho zapytało:
- O Boże, jeśli już zaraz mam tam podążyć powiedz mi, proszę imiona moich Aniołów.
-Imiona Twoich Aniołów nie mają znaczenia, będziesz do nich wołał: "Mamusiu i Tatusiu"

(A ja Twoja Ciocia Caroline , obiecuje Ci, że tu na Ziemi czekają także pomocnicy Twych prywatnych Aniołów- Twoja rodzina i bardzo Cię już kochają...)

Popatrzałam się na swoje dzieło i moja komórka zabrzmiała dźwiękiem sygnału wiadomości:

"Julian urodzony 20.07.2016 o godzinie 10.10 
57 cm, 4.05 kg."

Zaczęłam płakać rozpaczliwie głośno i dopisałam do listu:

"PS. I w tej chwili , gdy to wszystko pisałam to właśnie się urodziłeś Julianie.
Witaj na Świecie."

Tak , tak zostałam Ciocią  a moja kochana Siostra Mamą.
Jeszcze niedawno sama była dzieckiem, a dziś jest Mamą. 
Brak jest słów  by wyrazić to co czułam i jaka byłam z niej dumna.
 Za dużo emocji. Zadzwoniłam do Szwagra pogratulowałam mu Synka i
 kazałam przekazać Siostrze, że bardzo ją kocham...

Zaczęłam tańczyć i płakać

" Oh happy Day , oh happy Day..." 



Od tamtego dnia upłynęło już trochę czasu, emocje zeszły, 
choć gdy tylko dostaje nowe zdjęcie Juliana to łzy kręcą mi się w oczach-
On jest zachwycający, oczywiście, 
że jest najpiękniejszym dzieckiem jakiego kiedykolwiek widziałam ...




Niestety moja Siostra mieszka daleko ode mnie, 
dzieli Nas prawie cała Polska, więc nie mogę do nie od razu pojechać. 
Choć nie ukrywam, że bardzo bym tego chciała, być teraz przy niej, pomóc jej.

Na całe szczęście już wcześniej zaplanowałyśmy wspólnie kiedy mam zabrać urlop w pracy,
 tak by mniej więcej wycelować w narodziny Juliana. 
I już za niedługo, bo w Sierpniu
 będę trzymać na rękach ten Mały Ich i mój cud Świata- Julka.

A tym czasem zajęłam się dokończaniem paczki dla mojej Siostry
, co ja jej tam nie nakupowałam  -Oszalała Ciotka klotka :)
Jest cała masa ubranek,  leżaczek-bujaczek, mata edukacyjna, zabawki, 
buciki, książka pamiątkowa.

Postanowiłam zrobić jeszcze jeden prezent, oczywiście z pieluszek.
Ale tym razem nie tort, lecz stateczek piracki,  
by zaszczepić w moim Siostrzeńcu  od urodzenia miłość do morza :)
Być może dzięki temu, już jako dorosły Julek częściej będzie 
Ciocię w Świnoujściu odwiedzał :)

Wcześniej zakupiłam już sporo ubranek w stylu marynistycznym i
 nijako one były do mnie inspiracją.


Do wykonania projektu była mi potrzebna paczka pampersów (poszło 58 sztuk), chusteczki nawilżające dla niemowląt, ozdobna wstążeczka, ubranka z akcentem marynistycznym, zabawki, muszelki, rozgwiazda, patyki wyrzucony przez morze, opaska zaciskowa, gwoździe, gorący klej, sznurki naturalne, igła, biała nić, stary kosz wiklinowy, kawałek kartonu, biały materiał, lutownica ...
oraz dużo, dużo cierpliwości
 (której niestety z czasem, mi zabrakło ale z pomocą przyszedł,
 mój  Super M. i uratował tonący łódź piracką, robiąc piękny maszt i 
dodając parę drobiazgów od siebie :) ) 













A jak Wam spodobał się prezent dla Julka ?
Co Wy na taką propozycję z okazji narodzin?

Jestem ciekawa Waszych opinii

Pozdrawiam 
C.aro

PS. Dosyć dawno nie pisałam, nie zaglądałam na Wasze blogi. Wybaczcie... 
Obiecuję, że zabieram się za sprzątanie, 
 zacznę odkurzać pajęczyny, zetrę kurz na wspólnych łączach i niedługo 
Was poodwiedzam a także zaprezentuję parę nowości i projektów DIY .

sobota, 16 stycznia 2016

Kolejna odsłona domowej manufaktur-ii for the birth of a child



albo raczej
 für ungeborenes Kind  :)

Tym razem pracowaliśmy nad pampersowym tortem
 dla koleżanki (z mojej pracy) 
z okazji narodzin małej córeczki- Emily.

Do tego celu zakupiliśmy dwie paczki pampersów (140 sztuk), 
wstążki, różyczki i kawałek sklejki.
Wszystko około 30 euro (to jakieś 130 zł),
na które złożył się cały zespół.
Dodatkowo potrzebne były: klej na gorąco, igła i nitka, 
nożyczki, samoprzylepne dwustronnie kwadraciki,
kartonowa rolka.

Przy dobrej muzyce rozpoczęliśmy zwijanie pampersów,
wymagało to dużo cierpliwości , czasu i butelki wina :)


Później na próbę zmontowaliśmy całość i
odrysowaliśmy na sklejce kolejne piętra tortu.
Trzeba było jeszcze wyciąć koła z sklejki,
a w nich mniejsze koła na rolkę.
Trochę szlifowania i malowania.
Do ozdoby, zrobiliśmy także literki Emily,
oraz pomalowałam rolkę kartonową.


Po wyschnięciu wszystkiego, zabraliśmy się do
ostatecznego montażu, który przyniósł nam najwięcej frajdy.
Każdą kolejną warstwę pieluch związywaliśmy wstążką i 
zakańczaliśmy kokardką.
 Tak by młodej mamie na raz się wszystko nie rozsypało
 i by mogła cieszyć oko, każdą kolejną częścią tortu.
Jeszcze parę ozdobnych różyczek, wstążeczek i literki.

Na samą górę tortu trafiły jako wisienka- buciki i wuala...









Przyznam się szczerze i nie skromnie, że po zbudowaniu tego tortu, 
był taki słodki i wyglądał tak apetycznie, że mogłabym go schrupać,
(nie zważając na moją dietę) :)
zresztą tak jak małą Emily, dla której powstał.

Jak Wam podoba się taki prezent?
A może sami zaskoczyliście czymś innych młodych rodziców,
albo ktoś Was zaskoczył?

Tymczasem idę pracować nad kolejnym projektem,
który będzie w następnym poście, 
jako niespodzianka dla jednej z Was-
 pewnej czytelniczki i komentatorki mojego bloga.

Pozdrawiam C.aro

wtorek, 29 grudnia 2015

Święta, Święta i po Świętach...

Święta, święta i po Świętach...
Nie, nie, nie...
U mnie tego roku Święta potrwają dłużej.
A tak , czemu by nie. 
W końcu się napracowałam, bardzo napracowałam...
Chciałam by wszystko było jak z bajki, 
by atmosfera tych Świąt napoiła nasze serca pozytywną energią i miłością na cały rok.
Tymczasem przygotowania zdążyły tak wyssać ze mnie energię i radość,
 że te można rzec trzy dni Świąt ,
nie zdołały zrównoważyć mojej duszy a tym bardziej natchnąć ją magią Świąt.
Ale po kolei, najpierw odbyłam dziewięciu dniowy maraton w pracy i
 to przed samymi Świętami.
A więc w domu biegałam jak głupia ,
 rano pucując, strojąc, gotując, a potem goniłam do pracy,
gdzie udzieliło mi się samopoczucie moich podopiecznych-
 czyli tęsknotą za bliskimi, za tym co minęło.
Do tego wszystkiego podczas mycia okien, 
chciałam przyjrzeć się z dala czy nie zostawiłam gdzieś smug i 
oddalając się coraz co bardziej od okna, ciągle na nie spoglądając, 
potknęłam się o ławę w salonie ( o jędzowatej Euro palecie - wspominałam już kiedyś).
W skutek czego spadłam na nią, na plecy, nabawiając się boleści kręgosłupa i obolałej posiniaczonej nogi.
To nie wszystko , dzień przed Wigilią podczas nocnego gotowania ,
zaatakował mnie goździk z grzanego wina.
Tak postanowił wpaść mi do tchawicy o mało co nie powodując uduszenia...
Ha, a więc Mąż lepił pierogi ,a ja ,
no cóż próbowałam przez pół godziny, krztusząc się i kaszląc
 wydalić owego winowajcę.
Potem stroiłam choinkę i tak ją upiększając przypomniałam sobie, że
w zeszłym roku popsuły mi się jedne lampki choinkowe, 
chyba sklerozą też się zaraziłam w mojej pracy..
Ale wiecie co, podczas zawieszania tych ozdób  i 
 uronienia paru łez 
(głównie z wyczerpania i głodu - bo od jakiś paru tygodni staram się odchudzać)
, nagle zostałam oświecona.

"Jezus malusieńki leży wśród stajenki
Płacze z zimna nie dała mu matula sukienki. (...)
Bo uboga była, rąbek z głowy zdjęła,
w który Dziecię owinąwszy, siankiem Je okryła. (...)
Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki, 
We żłobie Mu położyła siana pod główeczki. (...)
Dziecina się kwili, Matuleńka lili 
w nóżki zimno, żłobek twardy, stajenka się chyli (...)"

Tak jak i narodziny Jezusa, moje wzmagania przedświąteczne, też nie są łatwe,
łzy są właściwe, moja stajenka, czyli dom też się chyli ale to nic nie zmienia.
Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem, 
że wierzymy i chcemy uczcić ten wyjątkowy dzień, 
w którym naradza się Jezus- nasz Zbawiciel.

Moje złe fatum niestety, nie minęło na Święta , 
ale się nie poddałam i dałam z całego serca swoim bliskim ,
więcej siebie, więcej miłości, więcej zrozumienia i mam nadzieje, że także więcej radości ..

A oto parę migawek z naszego Świątecznego m2

























Teraz mam nadzieje, że zrozumieliście moją nie obecność i wybaczycie mi, 
że o tej porze- tak oryginalnie i na opak, złożę Wam życzenia Boże narodzeni-owe:

Aby Gwiazdka Pokoju drogę zawsze wskazywała,
zapomnijmy o uprzedzeniach, otwórzmy pudła słodkich marzeń.
Niechaj Aniołki z Panem Bogiem jak trzej Królowie z darami swoimi, 
staną cicho za Waszym progiem, 
by uczynić możliwym to co dotąd tylko w marzeniach sennych było.
Ciepłem otulmy naszych bliskich i uśmiechajmy się do siebie,
szczerze, zdecydowanie częściej .
Niech Świąt Magia zjedna wszystkich ,
z domów Waszych czyniąc  Niebo,
 na każdy nowy dzień, nie tylko na Święta.

Teraz czas na postanowienia nowo roczne, parę już mam takie na przyszłą gwiazdkę,
nie odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę i nie stresować się tak porządkami przedświątecznymi ...


Z pozdrowieniami C.aro