Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZARNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZARNA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lipca 2015

Spróchniałe, próchno- czyli coś z niczego.


Normalny człowiek był by wielce zbulwersowany kupą śmieci wyrzuconą pod jego oknem. Kupą śmieci z działki rekreacyjnej, na którą znosili pracowicie jej właściciele,
 wszystkie już nie potrzebne przedmioty z domu. 
Normalny człowiek...
A ja wzięłam psy na spacer i od razu w podskokach powędrowałyśmy do owej kupy śmieci.
Panowie, którzy wyładowywali z auta kolejne elementy tej dziwacznej zbieraniny natychmiastowo poinformowali mnie, że to tylko przejściowe miejsce na te śmieci i za niedługo podstawią im kontener na wyrzucenie tego bajzlu. Zapewniali mnie, żebym się nie denerwowała, że właściciel tego terenu im pozwolił i usuną ją jak najszybciej.
Denerwowała??
Ja? ... Uśmiechnęłam się szeroko i szczerze. Panom ulżyło, zajęli się dalszym wyładunkiem, a ja stałam i łapczywie oglądałam kolejne rzeczy.  
-Przepraszam mogłabym coś sobie z stąd zabrać?
Konsternacja, panowie zaczęli spoglądać na mnie jak na idiotkę.
-Ale to wszystko stare spróchniałe śmieci...
-Nie dla mnie. To jak mogłabym zabrać to, to to i tamto?
Wymachiwałam palcem, a oni nie patrzeli się na wskazywane przeze mnie rzeczy lecz na mnie, dalej nie dowierzając.
-To są śmieci, na pewno chce to pani? Jak tak bardzo pani zależy to my to odłożymy na bok. 
Coś nie chętnie przystałam na to, gdyż dalej wyrzucali z auta przysypując moje znaleziska.
-Wolałabym zaraz to wziąć, jeśli mogę
I zaczęłam wygrzebywać parę rzeczy. Na szczęście mój Mąż spadł jak anioł z nieba, przyjechał właśnie po pracy do domu i podszedł do mnie ,bez  zbędnych pytań: 
Po co? Na co?
Zaczął zbierać wskazane przeze mnie rzeczy..
Tylko cichutko pomrukiwał:
-ale to spróchniałe...

Spróchniałe, próchno...
oraz parę innych rzeczy znalazły swoje miejsce w mym domu i 
mojej przejściowej balkonowej pracowni.


Tak, to element łóżeczka dziecięcego na który od razu miałam pomysł.












Trochę pomysłu, pracy, cierpliwości,
 brudu, dymu i hałasu...
Czyli to co najbardziej lubię robić w czasie wolnym- szlifować,wybrudzić się pyłem i resztkami farby.


Potem tylko zostaje mazanie i przecieranie farbą przy dźwiękach Reggae:



,,Łatwo to się nie da zrobić nic,
 łatwo to sobie można pójść i to kupić.
Łatwiej powiedzieć, gorzej udowodnić,
że umiem zrobić sam coś, nie tylko mówić..."

Jeszcze tylko dopasować i wywołać zdjęcia. I tu wielki szacunek dla pracy
Foto-studio rok zał. 1954 Chmielowscy J.D.





I teraz za miast spróchniałe , próchno słyszę:

- O jakie piękne ramy...


A jak wasze odczucia??

środa, 15 lipca 2015

Wielka czarna ściana do kryklania :)





 A więc projekt, który zrealizował moje marzenie z dzieciństwa, aby mieć wielką czarną ścianę do gryzmolenia- kryklania ( to z śląskiego ) i ścierania. Trochę gorzej z tym ścieraniem ale o tym później.

Długo zastanawialiśmy się z mężem o podzieleniu naszego poddaszu ścianką działową, by wygospodarować kącik jadalny i trochę intymności w salonie.Obawialiśmy się, że odbierze to optycznie przestrzeń i nie w komponuje się w styl mieszkania. pomysłów było wiele. Ale w końcu postawiłam na swoim. I o to mam moją prywatną tablicę do zapisywania przemyśleń i uzewnętrzniania swojego ja. 

Belki pod zabudowę ścianki znaleźliśmy na śmieciach, wymagały zeszlifowania, wycięcia i pomalowania, ich nie idealność dodała charakteru całemu projektowi. Zabudowa powstała z płyt karton owo- re gipsowych (szt 19 zł za 9 mm płytę, kupiliśmy dwie)  i profili aluminiowych kątowych (13 zł za sztukę- użyliśmy trzech) . Wkręty, kołki rozporowe, trochę gładzi szpachlowej, akrylu i GRUNTU.

Rege muzyka do nastrojenia się i oczywiście ulubione wino.... 
Trochę czasuspokoju i ścianka gotowa do pomalowania. Od strony stołu, gdzie powstał kącik jadalny została pomalowana na biało.



        A od strony salonu farbą tablicową domowej roboty.


O to przepis:

3 łyżki farby czarnej akrylowej do drewna i metalu (około 23 zł puszka 0,5l)
1 łyżka wody
1 łyżka sody oczyszczonej (kilkadziesiąt groszy saszetka)



Zabawiłam się w chemika ,sodę rozdrobniłam z wodą na papkę a potem do tego dodałam 3 łyżki farby.
Wymieszałam dokładnie i zabrałam się natychmiast za malowanie. Farby robiłam trochę i co chwilę dorabiałam gdyż szybko gęstniała. 
Nakładałam pierwszą warstwę metodą tampon-ową (tzn. sam czubek gąbki od wałka zamaczałam w farbie a potem odciskałam ją na ścianie.) Metoda bardzo pracochłonna ale inaczej ta farba się mazała i nie szło nią odpowiednio pokryć. Parę godzin później  wspólnej pracy z mężem i przesłuchaniu sporej dawki rege oraz wypiciu dwóch butelek wina ściana była gotowa. 







Po wyschnięciu trzeba było nałożyć kolejną warstwę ale już normalnie wałeczkiem i następnie kolejną. 
Tzn. 3 warstwy aby uzyskać pożądany efekt. Wcześniej wyczytałam ,że nie polecają farby de korala, ale niestety nigdzie w moim mieście nie szło dostać innej, a więc z braku laku wybrałam ją i także nie polecam.





Myślę, że faktycznie bardzo ciężko się ją nakładało i szybko gęstniała (w końcu była szybko schnąca ;) ). Zużyłam 1,5 puszki.


Efekt i tak jest zadowalający , choć pochłonął sporo pracy. 
I jeszcze jedno  dla wszystkich tych, którzy chcieli by takie cudeńko w swoim domu- przypomnijcie sobie jak było to w szkole. Pod taką starą tablicą było korytko na kredę i gąbkę, a także spadały tam okruszki i pyłek z kredy po pisaniu na tablicy. A żeby ją wytrzeć trzeba było okropnie mokrą gąbką namaczać tablicę.


Więc tym  się różni kupna farba  tablicowa od samoróbki , że ta pierwsza po wyschnięciu jest gładka a ta druga zostawia fakturę chropawą; co za tym idzie, z samoróbki nie ściera się kredy gąbką lecz namacza się wodą i  zmywa.  Zostają białe zmazy i nie ma ładu ani czystości :) Ale w tym chaosie jest metoda...



A jak Wam podoba się ten projekt, jakieś rady na przyszłość?