Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świece. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Magia w ciąż trwa...

Nie chcę słyszeć:
 - nieeee....
-przejadło nam się...
-dopiero co strawiliśmy karpia , nie wracajmy do tego...
- przecież choinka się już sypie...
-dekoracje, czas zbierać i chować do piwnicy...
-magia wciąż trwa? ciekawe, co wyście tam pili, że tak długo was trzyma...

Tak, tak moi Drodzy,
 magia Świąt wciąż nas trzyma
choć przynajmniej ja nawet lampki wina nie wpiłam ...
A więc będzie o Świętach, choć już parę dni od nich minęło
i będzie o Świętach inaczej- bo one tym razem były inne.

Tego roku nie daliśmy się zwariować-
powiecie pewnie : 
doprawdy , a czy Święta na wariackich papierach nie były waszą domeną?
Tak, tak zdecydowanie były.

 Lecz gdy do tego wszystkiego 
podejdzie się  z odpowiednim dystansem,
(a mnie ten dystans pozwolił stworzyć ciągle rosnący brzuszek, albo raczej już brzuchol ) ,
z odpowiednią nutą cierpliwości 
( pomijając nerwowe "stópanie" z nóżki na nóżkę- 
bo przecież ciągle chce mi się siusiu
i wymowne spojrzenia mojego M.  
na wahania mojego nastroju ;
pytające- czy ona oszalała już do reszty, czy to te hormony? ) ,
z odpowiednią rezerwą czasu,
( oczywiście nie wliczając do tego robienia pierniczków
 o 23 w nocy przed dzień Wigilii
i jakoś dziwnie złośliwej kaczki,
 która uparcie chciała się spalić na czarno zamiast ładnie przypiec ),
 z dużą dawką miłości i wyrozumiałości,
( chociaż choinka tego roku okazała się niezwykle agresywna i 
straszliwie nas kuła nie pozwalając się przystroić,
 już nie wspomniawszy o jej wyglądzie przypominającym Tuje.
 No ale skoro mój M. ją wybrał...)
i z dużym zapałem ,
( nie zważając na to, że jest się chronicznie nie wyspanym, bo moja biedna czworonożna córeczka, 
przeżywa jakiś atak depresji i płacze po nocach bezpodstawnie , 
nie dając nam spać. 
Może nas trenuje przed wielkim startem,
 albo denerwuje się na zmiany, który dotknęły nawet jej kojca)
oraz dziecięcą radością
( którą naprawdę łatwo jest odnaleźć w sobie, gdy z nosa  mojego M. leci katar ,
robi jakieś zbereźne pierniki -to chyba przez tą gorączkę i pyta się mnie:
-czy możemy już wyłączyć te kolędy? Bo ileż można je już słuchać ?
 Nie wspomnę , że był to dopiero 23 Grudnia).


Tak zdecydowanie te Święta były inne, bo po mimo tego wszystkiego,
ani ja , ani mój M. nie daliśmy się wyprowadzić z równowagi. 
Na naszych buziach przeważnie gościł uśmiech,
a w sercach była i jest rosnąca miłość.

Bo powiedzcie mi Drodzy Czytelnicy , czy musimy być zawsze tacy idealni?
A nasze Święta muszą być jak z bajki?
Czy wszystkie okna muszą być pomyte,
 zakamarki starte z kurzów a podłogi wypastowane?
Czy wszystkie dania muszą smakować ? 
I czy na śnieżno białym obrusie nie może być jakieś plamy?

Święta tracą swój sens gdy nie ma w naszych sercach radości,
gdy nie gości w nich miłość, gdy bliscy są spięci.

A więc zapraszam Was na parę kadrów z naszego mieszkanka , 
w którym do teraz unosi się magia Świąt, magia Bożego Narodzenia.

Dekoracje również tego roku przeszły metamorfozę, 
stało się bardziej marinistyczni-ej, stało się bardziej prościej i po naszemu- 
z użyciem wyobraźni, trochę farby, barwników, kleju na gorąco, sznurka i muszelek...

Na choince zamiast łańcuchów piórek , zawisnął sznur...

Pojawiły się na niej morskie akcenty, zagościły kolory morza i plaży, muszelki i pufy ...




 Nie mogło zabraknąć też sieci rybackich i rozgwiazd...


Morskie aniołki też przyfrunęły i osiadły się na jej igliwiach...

A na czubku jej przyświecała nam marynistyczna gwiazda, choć nie światłem, lecz swoją urodą...
Tą cudną wisienkę na torcie a raczej jej system mocowania stworzył  z miedzi 
niezawodny mój M...

Nasza agresywna Panna Choinka  wieczorami jaśnieje  ...

 Nie mogło pod nią zabraknąć więcej marynistycznych dodatków,
 nawet koleżanka mewa okryła się szalikiem i przyfrunęła w poszukiwaniu rybek...


A tak prezentuje się Panna Zielona z resztą salonu,
gdzie swoją drogą stanęła nie dawno inna Panna-
IKEA-owska kanapa...

Najpiękniejszy  nie tylko od Święta,  jest niewątpliwie blask świec...

I zimowe widoki za oknami..
A jak ich brak, to można samemu je stworzyć...

Dekoracja  miasteczko rybackie stanęło na naszym klocu, by ubrać go w kolory...

Pojawiły się też sanki, które w oczekiwaniu na pierwszy śnieg, przystroiły się odświętnie...

 Nie zabrakło również tego co jest najważniejsze, czyli Wiary w Boga, radości z narodzin Jezusa...

Nasza ściana do kryklania, oczywiście zapełniła się słowami w rytm Reggae ...

Słowami chwalącymi Pana...

A za ścianką niespodzianka, tak moi Drodzy, kącik jadalniany się przesunął i luka , 
która powstała po wybudowaniu nowej ścianki została już wypełniona. 
Ale o tym dopiero w Nowym Roku...


Tymczasem obok komódki też się trochę pozmieniało,
 stanęły narty niecierpliwie czekając na śnieg,
a na ścianie pojawiła się nowa wersja choinki z morskich patyków...

W naszym domu nie mogło zabraknąć również całuśnej jemioły...

I pierwszej śnieżki, która co prawda z  nieba nie spadła...

W  naszych progach zagościł również pewien rogacz, który chwiejnie stoi na swoich nóżkach.
Dzieło rękodzielniczki z Świnoujścia zakupione na  świątecznym jarmarku...


Świece otuliły nas z  każdej strony swoim blaskiem i ciepłem...

Stół ubrał się odświętnie , ławeczka poczuła miętę- za sprawą nowego kolorku...

A na stole porankami pojawia się miód , herbatka i pierniczki...

 Wszystko po to bym mogła zanurzyć się w lekturze... 


  I z pomocą Kaz Cooke  nauczyć się jazdy ciężarówką...  
Muszę przyznać się, przed Wami , że trafiła mi się niezła instruktorka, jest śmiesznie, pouczająco i ciekawie...


  Takie leniwe poranki mój mały mieszkaniec brzuszka lubi najbardziej... 

I nie wątpliwie mój Tadzik stał się amatorem pierniczków, gdyż jak je zajadam to kopie mnie radośnie,
swoją stópką - patrz zdjęcie USG 

Konik Morski dostał czapeczkę...

Drabinka ubrała się w świecące kule a nocą gdy nikt nie patrzył zleciały na nią morskie gwiazdki...

 Pojawiło się jeszcze więcej śnieżek i blasku świec...

Balkon też się przygotował, przecież nie może być gorszy...

Są igliwia zamknięte w klatkach, by magia została z nami na dłużej...

Jest i mała  żywa choineczka, która pachnie przy każdym podlewaniu...

I jak Wam się podoba nasze odświętne mieszkanko?
Czy w Waszych domach też Święta rozgościły się na dobre i
tak szybko nie chcą Was opuścić?
Czy może już za niedługo wyciągniecie pudła i spakujecie wszystkie dekoracje do piwnicy?

A jak zamierzacie przywitać nowy rok, który zbliża się już wielkimi krokami?

My będziemy oczywiście razem, na spokojnie, bez hałasu i szumu-
 snuć plany 
(głównie co jeszcze trzeba zmienić przed narodzinami Tadzika
 w naszym mieszkanku...) i marzyć o tej chwili gdy weźmiemy naszego Synka na ręce
i utoniemy w morzu miłości...

A więc moi Mili,
 wszystkiego co najpiękniejsze w 2107 roku
życzą
Caroline + Mały Tadzik z brzuszka i Piotr Ławik


PS. A jak znudzą się nam opowieści to zagłębimy się w świecie Carcassonne...
Które znaleźliśmy pod choinką :)

niedziela, 3 stycznia 2016

Drewniane domki DIY w towarzystwie pewnego Pana...

Zespół małżeński przedstawia, 
drewniane domki DIY  z świecami,
 na zimowe długie wieczory,
w towarzystwie Pana Łosia.

  

Nie potrzeba mi pięknych biżuterii,
ani przemyślanych kupnych prezentów;
nie chce być obrzucana kwiatami,
karmiona drogimi pralinkami, 
z bombonierki w kształcie serca.

-Zobacz jakie piękne drewniane domki.
Powiedziałam zacierając trochę zmarznięte ręce,
w naszej garażowej pracowni.
-Pokaż.
Mąż zaczął przyglądać się moim nagromadzonym inspiracją z sieci.
Po czym spojrzał na mnie
-Chcesz, zrobię Ci takie.
Uradowana przyklasnęłam i od razu zaczęłam snuć wodzę fantazji,
jak mają wyglądać, jakie duże,
jak je pomaluję, ile mi jest ich potrzeba,
gdzie je postawię czy coś dorobić do tego kompletu,
może drewnianego Łosia?

Tego chce, wzajemnego słuchania, 
uzupełniania się.
Chce wspólnego wskakiwania na deskę i
 surfowania po falach inspiracji ,
wspólnego docierania do brzegu,
a potem znowu wypływania na głębokie wody.

Nie potrzeba mi drogich restauracji-
wolę grzane wino z Mężem w naszej pracowni,
gdzie jesteśmy cali brudni od pyłu drewna i farb.
W takim miejscu jesteśmy szczęśliwi i wolni.
 Zamykając bramę garażu,
 znajdujemy się tylko w naszym prywatnym świecie,
gdzie jesteśmy dizajnerami, architektami, malarzami,
rzeźbiarzami, cieślami.
Nie ważne, że nie mamy odpowiednich
do tego wykształceń, doświadczeń i czasem ręki.
Ważne, że mamy pasję - wspólną pasję.







Parę migawek z procesu twórczego:




A co mnie inspirowało?


Hommebook.pl


No i na koniec oczywiście reggae-owa nutka:

"(...) nie gadaj mi o polityce i o tym, 
że wszystko się zmienia.
I nie mów tylko o swojej pracy,
i o tym ile zarabiasz.
O tym kto gdzie Ci podpadł,
o tym z kim nie rozmawiasz...
Opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą avocado...
Albo nie mów nic."

Dubska "Avokado"


Pozdrawiam C.aro