Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzynki. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 listopada 2017

Pierwsza przystań.

Choćbyśmy nie wiem ile się przygotowywali, 
ile podręczników przeczytali,
kogo opinii i dobrych rad zasięgali, 
jak wiele nocy przedyskutowali...
choćbyśmy nie wiem jak wcześniej się starali
i jak bardzo czuli się na siłach...
Nic nie jest wstanie nas przygotować do roli bycia rodzicem.

Dziecko rodzi się bez instrukcji obsługi, 
zostaje rzucone w nieznany świat, 
takie maleńkie, bezbronne.
Z dzieckiem rodzą się rodzice,
którzy okazują się być tacy sami maleńcy jak ten mały człowieczek.
Każdego dnia powoli, małymi kroczkami wzajemnie dorastamy.

Przynosząc naszego nowo narodzonego Synka ze szpitala,
dobiliśmy do jego pierwszej przystani,
gdzie staramy się pomimo natłoku obowiązków, 
celebrować wspólnie każdą chwilę.

Kładąc go po raz pierwszy na przewijak, 
wiedziałam, że nasz mały żeglarz
 wyruszy kiedyś sam w morze życia,
nad którym nie zawsze będzie błękitne niebo.
Ale puki co jest teraz tutaj z nami,
wodzi zaciekawiony niebieskimi oczkami,
 choć nie potrafi jeszcze wytężyć wzroku.
Tyle jego pierwszych razy przed nami.
Kiedyś tam odpłynie,
lecz do tego czasu, my damy z siebie wszystko,
by wiedział, że ta przystań będzie zawsze czekała na niego otwarta,
że zawsze znajdzie tu miejsce do zacumowania, 
 a mama z tatą będą stali na brzegu przepełnieni dumą,
witając go ramionami pełnymi miłości.


Witajcie w pierwszej przystani Tadeuszka,
sami ją zbudowaliśmy, w pocie czoła robiliśmy plany,
konstruowaliśmy meble, niektóre przerabialiśmy;
kładliśmy podłogę, malowaliśmy ściany
i tworzyliśmy dekorację.
Godzinami szyłam zabawki głaszcząc się,
 po coraz co większym brzuszku.
Staraliśmy się wypełnić te cztery ściany miłością,
 po same brzegi.

A więc
rzućcie cumy na ląd , zostańcie z nami na dłużej,
bo zwiedzanie tej przystani troszkę  czasu zajmie.

Szafa, która znalazła się w pokoju Tadzika, jest wynikiem  naszych pierwszych refreschingowych zmagań. KLIK
Dotychczas była to szafa mojego M. ale obecnie na jej starym miejscu pojawiła się nowa, zbudowana własnoręcznie, 
której odsłona niebawem.

Na szafie leży kosz wiklinowy, który przydaje się do przechowywania brudnych ubrań.
Kosz pochodzi z wystawki KLIK , a rybka umocowana do ozdoby to znane już wam DIY KLIK

Skzrynakowa półka jest naszym nowym projektem by Upcykling Idea. Statek oraz Cotton ball stworzyliśmy sami,
niebawem i o tym pojawi się post.

W kąciku czytelniczym pojawiła się przerobiona przez nas beczka , drabina którą już znacie z twórczej pracy Pana M. KLIK,
oraz urocze obrazki przedstawiające króliczki stworzone przez moją Siostrę (dziękujemy).
Jednak pierwsze skrzypce grają tu półki pod książki, stworzone przez Pana M. ( o których post już niebawem), 
na których przysiadła urocza i wesoła rodzinka ośmiornic. Grzechotki wykonała moja Siostra- dziękujemy.


Obrazek namalowałam sama, nie jest to jedyny wielorybek, który pojawił się w pokoju Tadeuszka.

Będąc w ciąży odkryłam swoją kolejną pasję jaką jest szycie. O tym i o moich pracach post pojawi się również niebawem.


Proporczyk oraz dekoracyjne poduszki rybki , statki oraz latarnie też wyszły z pod mojej igły.
(niebawem i o nich pojawi się wpis na blogu).
Na razie za leżankę służą nam dwa materace, ale docelowo ma pojawić się tu faktyczna leżanka zbudowana z euro palet.


Dywan jest niesamowitym dziełem Pani Ewy Pach, cudownej i niezwykle utalentowanej kobiety.
Jeśli poszukujecie dzieł szydełkowych, dywanów, koszyczków, poduszek i czego dusza zapragnie-
to zapraszam do kontaktu poprzez Facebook KLIK

Tadeuszek uwielbia swoje nowe miejsce zabaw i ćwiczeń ruchowych , w prezencie dostaliśmy koszyczek,
który służy nam jako miejsce do przechowywania grzechotek. Tadziu bez końca bada jego zawartość. KLIK


Drewniana podłoga w pokoju jest "przenośna",
 czyli łatwa do demontażu, ten patent jest wynikiem naszej burzy mózgów. Niebawem i o tym napiszemy.


Na półeczce, którą także stworzył mój M., pojawiły się nie tylko uszyte przeze mnie zabawki.
Przysiadł także na niej mój miś z dzieciństwa Teodor, który był prezentem od mojej Siostry.
Myślę, że przetrwał dwie dekady czekając na kolejne małe rączki.

Z pod mojej igły wyszli: krab, rybki, rozgwiazda, żółw, łódź podwodna.

Okna zostały przyozdobione przemalowanymi roletami z bambusa, oraz uszytymi przeze mnie zasłonami.
Na zasłonach jest zawieszony sznurek z rozgwiazdami. Ludwik jest wam już dobrze znany,
 jednak niestety nie doczekał się jeszcze przeróbki.
Skrzynka na kółkach, wyszła z naszego warsztatu KLIK

Na parapecie stanęła dobrze znana już  półeczka również z wystawki KLIK,
na której przysiadł misiu (IKEA KLIK) z królikiem (Coccodrillo KLIK) .

Urocze obrazki to twórczość mojej Siostry, dziękujemy. 


Metryczka to nasze dzieło, odbiliśmy nóżki Tadeuszka i wypisaliśmy rok , dzień , godzinę i miejsce urodzenia,
punktacje Apgar oraz wagę i wzrost. Całość została oprawiona patykami wyrzuconymi przez morze.

Przewijak ukrywa w sobie sporo miejsca, mieści się wanienka, mata edukacyjna,
 przemalowane kosze (Jysk KLIK) na pieluszki, ręczniki, chustki tetrowe i koce. 
W szufladzie przechowujemy kosmetyki. Całość wyszła z pod niesamowicie twórczych rąk mojego Męża.

 Na ścianie zawisnął wieszak wielorybek, który był jednym z pierwszych dekoracji dla Tadeuszka
wykonanych przeze mnie. O tym również niebawem.

Kolejna półka stworzona z odzysku przez mojego M. 
Latarnie i łódka metkowiec ,to moje owoce pracy z maszyną do szycia.
Królik IKEA KLIK

Kotwica to publikowane już DIY KLIK

Łóżeczko, które ma opcje kołyski jest firmy Lululaj KLIK,
zaś pościel to produkt Muzpony ,kolekcja Pepe KLIK

Płaszczka i pozytywka wieloryb, to kolejne efekty mojej pracy z maszyną .

Karuzela nad łóżeczko to mój pomysł i nasze wspólne wykonanie. Tadeuszek był i jest nią oczarowany

Komódka z koszami to kolejne nasze refreschingowe zmaganie.
Zaś torbo-worek jest zakupiony w markecie Mrówka KLIK

Pierwsze parę miesięcy Tadeuszek ,spędzał noce w koszu mojżesza. przy naszym łóżku.
Kosz jest przemalowany i zakupiliśmy go używany, produkt Clair de lune KLIK

Zasłony naszego kącika sypialnianego KLIK posłużyły za baldachim .

I jak podobała się Wam wycieczka po przystani ?
Jesteśmy ciekawi Waszych opinii. 
Pozdrawiamy i dziękujemy za miłe przywitanie nas po raz ponowny,
 tym razem w powiększonym składzie.

C.aro ,Pan M. i Tadzik

czwartek, 19 listopada 2015

Metamorfoza łazienki

Słyszeliście kiedyś o złośliwości rzeczy martwych.
 Albo o jakiś złych duszkach, które mieszkają w naszych domach i 
wszystko nam przekładają, chowają i psują. 
Macie tak samo? No pewnie, że nie,
 bo wszystkie chochliki przeniosły się do mojej łazienki, personifikując przy
 tym zastałe tam sprzęty i przedmioty. 
Namówiły je do zło-czynnego działania i teraz robią nam psikusy, same psikusy.
Ja chyba wiem, w czym problem, wyście je za słabo żywili.
Tak, nie róbcie takich oczu ...
Bowiem Chochliki jedzą skarpetki z robionego właśnie prania, ale tylko jedną z pary
drugą tak zostawiają samą sobie, że niby nie są łakome.
Ja w domu osobiście mam cały taki kosz skarpet nie do pary. 
Sprawdzałam brudne pranie- ni ma,
sprawdzałam filtr od pralki- ni ma,
sprawdzałam za pralką a nawet pod pralką- ni ma.
I nie będzie, bo u mnie za dużo tych chochlików ,za nie długo będę 
musiała nosić dwie różne skarpetki.
Pociesza mnie jedno, ówczesna moda jest szalona i zdołam wszystkim wmówić, że to jest teraz
  TRENDY...

Pomyśleliśmy sobie, że może jak urządzimy im przytulny domek, to przestaną być takie złośliwe i  zmienią się w dobre i pomocne duszki. Więc zaczęliśmy metamorfozę naszego domowego spa.
O zgrozo, chochliki się rozwścieczyły.Na początek kucie ścian z kafelek,  rozbiórka sanitarna, szpachlowanie, szlifowanie, kładzenie kafli na ścianach,ufff jak na razie poszło gładko.
Teraz przyszła kolej na kafelkowanie podłogi, chochlikom coś się nie spodobało i gdy klej miał sobie spokojnie schnąc, postanowiły zawołać naszego psa.
Edzia przyczłapała i usiadła na kaflach, tym samym przyczyniła się do zapadnięcia owych kafli.
Chochliki chichotały. Na tym nie koniec...
Przy przenoszeniu gniazdka i włącznika w inne miejsce, bach ,
mój Mąż elektryk przeciął kable zasilający piec gazowy.


Skąd tam wzięły się te kable, nie wiemy.
Ale podejrzewam , że te Chochliki przeniosły je tam specjalnie...
Robota wstrzymana na cały dzień, gdyż kable zostały ucięte w takim miejscu, 
że trzeba było obkuwać ścianę w okół nich i dosztukowywać. 
No dobra chochliki, ten żart chyba już starczy, ale nie...
Mieliśmy przygotowane lustro w pięknej rzeźbionej drewnianej ramie, 
którą odnowił mój Luby pod kolory łazienki.
Przy przymierzaniu lustra, bach , lustro pękło. Jak? Też mnie to nurtuje.
Na całe szczęście mieliśmy zapas, który trzeba było dociąć i przy cięciu bach, pękło.
Chochliki się uśmiały. Niezłą zabawę miały z tym pękaniem dlatego ...
montując toaletę na swoje miejsce, przy przykręcaniu bach,
i toaleta pękła.
Koszty lecą a Chochliki turlają się ze śmiechu. Podstępne łobuzy...
Nadszedł czas na prysznic, Chochliki do dziś skrupulatnie wydłubują silikon i zalewają łazienkę. 
Do tego zapychają ciągle odpływ, chyba tymi resztkami niedojedzonych skarpet.
Ciepła też nie lubią, gdyż bardzo często psują piec gazowy, najlepiej tak gdy na dworze trzaska mróz, 
a ja po pracy chce się wykąpać, a tu ani ciepłej wody, ani ogrzewania...
Można by pomyśleć, że kiepscy z nas fachowcy, ale nie przysięgam to te Chochliki :)
Metamorfoza i tak się udała, dodaliśmy meble łazienkowe, które same wykonaliśmy,
lampy i ozdoby.
 Lecz Chochliki dalej są Chochlikami, na całe szczęście mogę sobie chociaż oczy nacieszyć...

  • Skrzyneczki wykonane są z sosnowych listewek od dna łóżka, oraz zostały pobielone.
  • Drzwiczki są z starych znaleźnych desek (w takiej kolorystyce były pierwotnie i tak je zachowaliśmy).
  • Reszta zabudowy jest wykonana z kupnych części, które zostały pomalowane ,
    pod kolor drewnianych belek w łazience.


  • Jedna z skrzyneczek jest na kółeczkach, a druga wyjeżdża na prowadnicach szufladowych.
  • W szafie został zabudowany piec gazowy i znalazło się tam miejsce na przechowywanie chemii, oraz różnych rzeczy do sprzątania.
I parę zbliżeń na szafki oraz ramę lustra...



  • Rama lustra została wy-haczona przez nas w antykwariacie, jest to ręcznie rzeźbione drewno.
    Mój Mąż odnowił ją i pomalował pod kolory łazienki.
  • Lampę wykonaliśmy z tych samych znaleźnych desek. Od góry jest zielona a od spodu tak jak widać.
 
  • Dopływ wody do spłuczki, owinęłam naturalnym sznurkiem i zawiesiłam na nim również papier
  • Ryczka, została znaleziona na śmieciach i odnowiona. Od początku uparłam się na nią, przy braku aprobaty mego Męża.
    Choć nie jest to drewno, to w efekcie końcowym świetnie wpisuje się w aranżację.
  • Kosz powieszony na grzejniku jest z niemieckiej wystawki- pierwotnie był mocowany na rowerze. Teraz przechowuję w nim ręczniki. 
  • W słoikach przechowuję płatki kosmetyczne, patyczki itp. Marzy mi się jeszcze taka stara długa lekarska pinceta, ale jak na razie nie natrafiłam na nią.
    A teraz przeciwna ściana...
  • Zamocowaliśmy na niej IKEA- owski  reling. Zawiesiłam na nim ręczniki oraz torbę wiklinową również znalezioną na niemieckiej wystawce- służy do przechowywania papieru.
  • Odpływ wody od prysznica, został obudowany drewnem, i pomalowany. Zyskaliśmy tym samym półkę, na której leży lampka oliwna z flomarkt- u, oraz morskie akcenty.


    Na relingu wiszą także różne ozdoby w tym...
  • Ręcznie wykonane przez moją Siostrę , ceramiczne motyle. Mam do nich wielki sentyment. 
  • Oraz uszyte przeze mnie zawieszki z serduszek i pufa rybacka, którą znalazłam na plaży w Kaminke.  
A jak Wam podoba się efekt końcowy? 
Może macie jakieś sposoby na te podstępne chochliki?

Z pozdrowieniami C.aro

poniedziałek, 21 września 2015

Design dla francuza by upcykling


Tak, zdecydowanie jestem szalona.
  Mam dwa buldogi francuskie, które nie wiem w jaki sposób stały się moimi córeczkami. 
Edzia, Abi chodźcie do mamusi...? 
Oh My God...
Ani to do mnie nie podobne, jakieś takie nie "wyględne".
Całują tylko po francusku, i to notorycznie , wszystko i wszystkich.
O ich francuskich gustach już nie wspomnę, nie bardzo lubią w naszym domu wszech panującego skandynawskiego stylu, sabotują każdy mój projekt np. przyklejając się do nowo pomalowanej szafy i opornie podchodzą do zmian.
Najchętniej same wylegiwałyby się na kanapie, zrzucając z jej, jej prawowitych właścicieli i to jeszcze najlepiej by było aby promienie słoneczne ogrzewały ich ciałka ,
a one same leżały by na szczycie poduszek.
Ewentualnie jak nie bardzo są w stanie wygonić, opornego poddanego z kanapy zadowalają się innym, miękkim i  nasłonecznionym miejscem. 

Nie władają, żadnym językiem obcym, tylko francuskim i to jeszcze psim francuskim.
Buldog francuski – (czytaj: bulgot francuski) - zwierzę wielkości podnóżka, o trybie życia kanapowo-kolanowym.


Ja to widzę tak ,wszędzie biało-ruda sierść.
 I do tego zaspane buldogi, które burczą jak chce się usiąść tam gdzie teraz się wylegują. 
Ale jest coś, co nas łączy i scala w rodzinę.
Miłość i przyjaźń (no oraz oczywiście upodobanie do dobrej kuchni i natury ) .
Więc jak powiedziałam moim córeczką:
-dobra moje cudeńka, koniec z tym lenistwem i wszech-panującą sierścią, mamusia zrobi wam piękny duży i miękki kojec.
Podniosły pyszczki z zaciekawieniem. 

Przytargałam z mężem do domu materiał, który z zainteresowaniem obwąchały i udały się z powrotem na kapnę stwierdziwszy, iż to próchno prosto z hali nie nadaje się na ich arystokratyczne zadki. 
Postanowiły tylko sceptycznie przyglądać się z kanapy naszym poczynaniom .


I tak dzięki uprzejmości szefa mojego męża,
 na moim balkonie-pracowni stanęła,
stara i zniszczona skrzynia załadunkowa.
Boki ma z drewna ,a spód z sklejki.
Odcięłam jej wystające nogi i trochę zeszlifowałam, drewno sypało się w rękach.
Mój niezawodny Mąż  przymocował do niego nowe nogi z
wyszlifowanej uprzednio łaty.
Skrzynia wymagała dokręcenia i wzmocnienia nowymi śrubami.


Teraz zostało to co najbardziej pracochłonne czyli malowanie i mazanie.
Na tym etapie psy postanowiły się dołączyć, gdyż zawsze podchodzą do siedzącego na ziemi człowieka.
Sprzedały mi parę mokrych pocałunków i próbowały sabotować pracę podkładając pyszczki pod moją rękę, wypychając pędzel z dłoni. 
Za dużo sierści, niebezpiecznie blisko farby, więc odprawiłam je z powrotem na kanapę. 




Kojec został pomalowany na biało farbą olejno- ftalową.
Odporną na zabrudzenia i urazy mechaniczne oraz środki czyszczące.
Czyli wszystko to na co zostanie narażona :)

Musicie przyznać, że popękana sklejka wygląda niesamowicie w nowej odsłonie,
aż żal będzie ją zasłonić.


Same nogi wykończyliśmy na ciemno brązowo, w kolor naszych wszystkich belek w domu.
Całość wymagała dwukrotnego nakładania farby, ale przy dźwiękach reggae i towarzystwie oraz pomocy Męża wydało się to dziecinnie proste.

Kojec skończony czekał do wyschnięcia, wyścieliłam go miękką  kołderką i podsuszką.
Teraz pozostał tylko werdykt jurorów.
Po małej zachęcie Edzia  skoczyła do niego i na pleckach  szczęśliwa wcierała zapach w swoje posłanie. 
Abi sceptycznie obeszła go do o koła, obwąchiwała tu i tam,
na koniec zerknęła na mnie a więc wrzuciłam ją do kojca.
 Od środka też przeprowadziła obchód z inspekcją,
 nawet pokusiła się na odgarnięcie posłania i  obwąchania spodu kojca.
Po czym w końcu się ułożyła wygodnie do próbnej drzemki.

Uhh, chyba werdykt pomyślny.
Ale po jakimś czasie mój mały inspektor wyskoczył z niego poszedł się napić wody i
 przyczłapał do mnie postękując.
Od razu zrozumiałam ,w czym jest problem.
Przeprowadziłam pół godzinną lekcję wchodzenia i wychodzenia z kojca,
przy uciesze obu arystokratek. 
Jedna myślała, że się bawimy inna próbowała z pamiętać jak to się robi.



Teraz obie są zadowolone z swojego łóżeczka i spędzają w nim wiele godzin na czystym lenistwie lub zabawie. No i wreszcie kanapa oraz inne miejsca siedzące zostały odbite przez ludzi :)

A jak tam Wasi mali przyjaciel, mają może jakieś nietypowe posłania, a może najwygodniej im tam gdzie nie wolno?


Z pozdrowieniami C.aro